Trzy nowe trendy, które psują świetne gry

Moja analiza zjawiska na przykładzie NBA 2k14 na PS4. Takie case study ;)

Król James w pełnej krasie

Król James w pełnej krasie

Najpierw odrobinę tła. NBA 2k14 to świetna gra. Na PS3. Na PS4 to symulator koszykówki bliski już ideałowi. Jestem absolutnie zachwycony rozgrywką, co dwukrotnie dałem wyraz w recenzjach na Gamezilli — raz current-genowo, raz next-genowo. Żeby nie być gołosłownym dodam jeszcze, że z serią mam nieustanny kontakt od roku 2010, a z przerwami niemalże od jej początków — od NBA 2k1 na ś.p. Segę Dreamcast. Jednak grę trapią trzy plagi, które eufemistycznie zwą się najnowszymi trendami w branży, a które doprowadzają mnie do białej gorączki i co rusz doprowadzają na skraj porzucenia gry.

Plaga pierwsza: Zawsze online, czyli wtedy, kiedy nam akurat działają serwery

NBA 2k14 jest przykładem perfidnej gry, która niby nie wymaga stałego połączenia z netem, ale jednak wymaga. Otóż wszystkie najważniejsze tryby — czyli MyCareer, MyTeam i moje ulubione MyGM — można grać albo offline, albo online. Ale kiedy już zaczniecie w jednym trybie, to nie ma odwrotu. Znaczy da się jeszcze przejść z online na offline, ale raz na zawsze. Dodam, że nie chodzi tu o rywalizację z innymi graczami, tylko o klasyczną rozgrywkę single player, z tym, że aktualizowaną i zapisywaną na serwerach 2K Sports.

Sęk w tym, że gra wymaga połączenia z serwerem, żeby tryb uruchomić oraz żeby zapisać jakikolwiek postęp. Jeśli więc serwery nie działają — a zdarza im się to często — to nie zagracie. Jeszcze gorzej, jeśli padną tuż przed momentem zapisu po wygranym meczu — nici z zachowania progresu. Do menu i od nowa. Mi się to przydarzyło po epickiej wygranej nad Miami Heat…

NBA jest jak Egipt - piękny, ale trapią go plagi

Plaga druga: Mikrotransakcje, czyli mamy cię za oszusta

Nie hejtuję mikrotransakcji za sam fakt bycia mikrotransakcjami. Szczególnie, że w NBA 2k14 nie są aż tak nachalne i wymuszone, jak chociażby w najnowsze Forzie na Xbox One. Ceny też są takie, że da się na nie normalnie zarobić wygrywają mecze, a nie sięgając po prawdziwe pieniądze. Autorzy przeginają tylko momentami: np. kiedy każą sobie zapłacić grową walutą za odblokowanie jakiejś umiejętności (np. negocjacyjnej jako menedżer), a potem jeszcze każdorazowo za jej użycie. Przypominają mi się wtedy gierki fejsbukowe, gdzie żeby pójść dalej musisz zapłacić lub spamować znajomych.

Nie, to nie jest najgorsze. Za to do szału doprowadza mnie, że przy każdym zarobieniu lub wydaniu growej waluty fakt ten musi zostać zapisany na pie***nym serwerze! Pomijając już ich wybiórcze działanie, oznacza to każdorazowe, kilkusekundowe łączenie przy każdym zakupie strojów czy punktów umiejętności! Rozwój swojego zawodnika to koszmar. Nie da się rozdysponować punktów i na koniec potwierdzić, żeby serwer sobie zapisał. Nie, o nie, każdy jeden punkcik musi być odnotowany i z uploadowany. Marnotrawienie czasu graczy.

Zobacz również: Tomek Kreczmar - Zrzędzenia zrzędy: śpieszmy się kochać gry

Love & Hate Relationship - wspaniała gra, która przyprawia mnie o masę nerwów

Plaga trzecia: Content na glinianych nogach

Smuci mnie również, że obecnie wydawcy wolą wsadzić kolejny tryb rozgrywki niż dopracować te, które już mają. NBA 2k14 jest tego naczelnym przykładem. Jedną z największych nowinek next-genowych miał być tryb The Park, czyli wirtualny park z boiskami do streetballa, gdzie spotykałyby się avatary graczy i rozgrywały między sobą sparingi. Sęk w tym, że tryb ten przez wiele tygodni od premiery gry nie działał zwyczajnie — głównie serwery nie dawały rady. Teraz podobno da się grać, ale już nie chciało mi się sprawdzać.
Mnie lenistwo twórców ubodło w kwestii sejwów — najważniejszego elementu gry właściwie. Bo po co włączać grę, jeśli nie będzie można zapisać progresu? A sejwy w NBA 2k14 lubią się psuć. Ostatnio prawie się z grą rozstałem, bo się zepsuł zapis z karierą graną od 3 miesięcy. Miałem farta, bo dzień później wyszła aktualizacja, po której sejw się naprawił. Życie na krawędzi normalnie. Nigdy nie wiesz, czy przy kolejnym włączeniu wszystkiego nie trafi szlag.

Podsumowując: gry kiedyś były lepsze! Działały…

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Rozrywka:

Gwiezdny kupiec, czyli Monopol spotyka EVE Online. Legendarna planszówka PRL-u Ściągamy filmy, bo mamy mały wybór. To opinia Komisji Europejskiej PS4 odbiera rozum „Ona”. System operacyjny kontra kobieta z krwi i kości Niesamowita kompilacja: zobaczcie 240 klipów w HD Copy & Paste na pewno ucieszy pracowników ZAiKS-u. Będzie można wprowadzić wyższy podatek... Gracze to masochiści. Flappy Bird, Dark Souls - czemu lubimy grać w trudne gry? Prawda o Waszych ulubionych filmach! 10 najlepszych szczerych zwiastunów Wysokie rachunki za prąd? Zuli pozwoli co nieco zaoszczędzić Pierwsze głośne kickstarterowe gry zdają egzamin, ale do crowdfundingu wciąż trzeba mieć ograniczone zaufanie Koszmarne hotele w Soczi. Zobaczcie, czym dziennikarze "chwalą się" na Twitterze A gdyby tak Instagram wymyślono w latach 80.? Najlepsze prezenty na walentynki. 10 pomysłów na obdarowanie ukochanej osoby Rewelacyjny bundle! Cywilizacja V i inne strategie Sida Meiera Jestem Adam, przez dziesięć lat nie istniałem. Bo dopiero od niedawna mam konto na Facebooku Każda porządna powieść fantasy potrzebuje motywu wędrówki Symulator kozy. W to jeszcze nie graliście! 10 geekowskich mebli i gadżetów, które chcielibyśmy mieć w domu 5 zapomnianych poprzedników Facebooka. Od czego się to wszystko zaczęło? 10 zł – tyle będziemy płacić miesięcznie za możliwość oglądania TVP Poprosił internautów, by wybrali imię dla jego córki. Oto efekty Lista zakupów w Biedronce: ser, mleko, chleb, gra, tablet, konsola Co widział Felix Baumgartner podczas skoku z 39 kilometrów? Chcielibyście spędzić dzieciństwo na przedmieściach Tokio?